Nuta z Ponidzia Wojciech Bellon
[Ponidzie 01.06.2007r. część 2]
NUTA Z PONIDZIA
Polami, polami, po miedzach, po miedzach,
Po błocku skisłym, w mgłę i wiatr,
Nie za szybko, kroki drobiąc,
Idzie wiosna, idzie nam…Łąkami, łąkami, po lasach, po lasach,
To zapatrzona w słońca blask,
To się w wodzie przeglądając,
Idzie wiosna, idzie nam…Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną,
Przykryła błota bury błam,
Pachnie ziemia ciałem młodym,
Póki wiosna, póki trwa…Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste,
Zbarwniały łąki niczym kram
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa…
Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe
Pręży się, jak do słońca kot,
Rozciągnięte na tych polach,
Lichych lasach, pstrych łozinach,
Skałkach słońcem rozognionych,
Nidą w łąkach roztańczoną,
Na Ponidziu wiosna trwa.Wolna Grupa Bukowina – Wojciech Bellon
Inne piosenki grupy Wolna Grupa Bukowina: http://www.wgb.eps.gda.pl/
Polub to!





Cześć Jacku Niepróżnujący! Nie marnowałeś czasu, kiedy ja odpoczywałam sobie na Kaszubach. Powłóczyłam się, obejrzałam kamienne kręgi Gotów w Węsiorach, zwiedziłam w Szymbarku muzeum różności i „dom do góry nogami”, który cuda robi z człowieczym zmysłem równowagi, Malbork, trzeci raz Jar Raduni (komary cięły okrutnie, to był najszybszy przemarsz tą trasą!), zajrzałam do Słajszewa na szeroką i prawie pustą plażę nad naszym morzem. Teraz czekam już bardzo na wyjazd w sierpniu w Góry Stołowe, to będzie taka podróż sentymentalna w krainę moich corocznych kolonii letnich w Lewinie Kłodzkim.
Dzięki za „Nutę z Ponidzia” – właśnie sobie posłuchałam.
Ubawiłeś mnie swoim aresztem w muzeum w Pińczowie. Przypomniało mi się, jak to dawno temu, pracując w bibliotece, zamknęłam w czytelni czytelnika i wyszłam… nie wiedziałam, że wszedł!
Pozdrawiam Cię serdecznie. Kiedy urlop? I gdzie?
Witaj Niepróżnująca!
Czyli wróciłaś cała i zdrowa i wypoczęta z Kaszub. Komary Ciebie nie zjadły, w morzu się nie utopiłaś.
Czekam i czekam na tą autostradę A1, aby także pojechać na Kaszuby. ;) A może wcześniej mi się uda.
Słyszałem, że Malbork ma teraz powiększoną trasę zwiedzania i dopiero jest gdzie teraz chodzić.
Mi komary w tym roku na razie odpuściły, nawet na torfowiskach na Kurpiach, gdzie było mokro, noga się we mchu zapadała, a ja latałem jak głupi i rosiczki szukałem.
Już Tobie zazdroszczę Gór Stołowych! Byłem tam dwa miesiące temu i chętnie bym się znowu wybrał. Jechaliśmy rowerem skrajem płaskowyżu i po lewej ręce miałem cały czas Wzgórza Lewińskie z Lewinem Kłodzkim w dole. Piękny to widok, prawda?
Ty się tu śmiejesz, i śmiejesz, a mi tu śmierć głodowa w oczy zaglądała, hihihi.
Ale nic dziwnego jak sama czytelników w bibliotece zamykałaś! No, no, widzę, że to łatwiej niż myślałem wolność stracić.
Urlop za dwa tygodnie, objazdówka po Grecji. A zaraz jadę na weekend do Wisły, dawno mnie tam nie było.
W tych Górach Stołowych, to rozsądnie wszystko zaplanuj, aby nie utknąć w korkach. Na Szczeliniec to weź latarkę/czołówkę i idź lepiej wieczorem ok 18stej, albo bardzo wcześnie rano. Kiedyś tam natrafiłem na 2godzinną kolejkę w rejonach Piekiełka. Brrrrrr.
I jak będziesz stała na platformie przed schroniskiem na Szczelińcu Wielkim, to pozdrów odemnie Pasterkę i Bromowskie Ściany! Nie zapomnij! ;-)
Zwiedzanie Malborka zajęło nam 4 bite godziny. Nie zdążylismy pochodzić krużgankami i fosą, bo śmierć głodowa zajrzała nam w oczy, a jak się już wyjdzie z zamku to wejść można tylko z kolejnym, nowym biletem, który taniutki nie jest. Za rodzinny (2+2) zapłaciłam ponad 80 zł.
Czytelnika zamknęłam przez przypadek! Jakby powiedział wchodząc „dzień dobry” to bym wiedziała, że wszedł, prawda? Pewnego smaczku tej sytuacji dodaje fakt, że był to Pan Doktor, jako, że pracowałam w bibliotece medycznej szpitala. Bardzo Niesympatyczny Pan Doktor. Dobrze mu tak, he, he.
A A1 nie jest znów aż tak konieczna, żeby dojechać na Kaszuby, wiem, co mówię, bo musiałbyś jechać tą samą trasą co ja, ze Śląska. Do Świecia mknie się bardzo dobrze drogą szybkiego ruchu, Łódź trochę się dłuży, ale pokonujemy ja w środku nocy, kiedy nie ma ruchu.
Marszrutę w Górach Stołowych muszę zaplanować starannie, bo mam takie plany zwiedzalnicze, że nie wiem, czy uda mi się je zrealizować. W Lewinie byłam ostatni raz, kiedy miałam 15 lat, a więc trochę czasu minęło, obrosłam w lata :) Tak więc nie będzie to wypoczynek na leżaczku. Gospodarze od naszych kwater mają też konie pod wierzch, szykują mi się więc jeszcze i takie doznania, nie zamierzam się ich pozbawiać.
I jeszcze Ci powiem, że oglądając Twoje zdjęcia kiedyś znalazłam takie na biegówkach W MOIM LESIE! Nie wierzyłam własnym oczom, że na Twoich zdjęciach widzę znajomą okolicę. Był to teren Giszowca i dalej, w stronę Ochojca, tam, gdzie są linie kolejowe chodzę często na spacery. Świat, okazuje się, nie jest znów taki duży, prawda?
koko, ten zamek Malbork, to chyba zemsta Zakonu. Oni przegrali wojnę, a zwiedzających do dzisiaj wykańczają ogromem zamku.
I dobrze, że go zamknęłaś w bibliotece jak był niesympatyczny! Niech sobie coś poczyta do poduszki! No ale jako on się uwolnił?
Jak masz tydzień na Góry Stołowe, to spokojnie, ja miałem dwa dni i pędziłem wszędzie gdzie się dało. Dobrze, że miałem rower, to mogliśmy trochę efektywniej wykorzystać czas. (nie, nie, po Szczelińcu Wielkim na rowerze nie jeździłem ;) )
AAAaaa, a to był Twój las? Hmmmm. Ba ja tam się tak samo dobrze czułem jak w moim lesie!
Wycieczka na nartach biegowych po Giszowcu i lasach murckowiskich była super udana. Świat się kurczy i maleje, to prawda. No więc nie zdziw się jak w tych Górach Stołowych przypadkiem wjadę Tobie rowerem w …. he,he,he
Wiesz, ja z tej biblioteki poszłam tylko na niedługo a nie do domu. A Doktor wydostał się za pomocą portiera. Zadzwonił na portiernię, że oto jest tu uwięziony – choć myślę, że pewnie nie odbyło się to w miły, zabawny sposób – i portier przyszedł z kluczem i go uwolnił. Najśmieszniejsze było to, że jak przyszłam z powrotem to jego już nie było i ja o niczym nie wiedziałam, dopiero następnego chyba dnia ten portier mi mówi: czy pani wie, że pani zamknęła w czytelni doktora?
Gały wywaliłam i teraz ile razy widzę tego biednego uwięzionego to przypomina mi się to wszystko i bardzo chce mi się śmiać. Taki wielki, dorodny doktor i dał się zamknąć, he, he. Uwięziony księciunio z bajki.
A jeżeli pogoda w Górach Stołowych będzie taka jak tu i teraz… to ja dziękuję… wezmę sobie chyba ze sobą małą bibliotekę i na tym się skończy. Albo będziemy zwiedzać muzea, gdzie nie kapie na głowę i wicher nie wciska się za kołnierz.
Lubisz czytać? Bo ja bardzo! Tylko czasu tak mało, tak mało…
No to fajnie tego księcia z bajki załatwiłaś!
i miał szczęście, że to był jakiś obiekt z portierem ,a nie zamykana na klucz mała biblioteka, gdzie bibliotekarka wyjechała sobie na tydzień n a Kaszuby ;)
Ja gdziekolwiek jadę to i tak małą biblioteczkę ze sobą biorę.
i nawet nad morzem doszedłem do piątej książki, po czym wstałem, otrzepałem się z piasku i aż do końca wyjazdu byłem nie do życia, bo już nie mogłem w jednym miejscu wytrzymać. Biedna rodzina.
W Górach Stołowych będziesz miała pewnie piękną pogodę. A jak będzie padać, to nie szkodzi. Tam wiele szlaków jak np. Skalne Grzyby można zrobić i w deszczu z parasolem w ręku.
No, a że ja nie mogę teraz w Góry Stołowe jechać, to sobie w Wielką Fatrę pojadę chociaż ;-)
A czytać to uwielbiam, i u mnie nie ma spania bez czytania!
Biblioteczkę zabieram zawsze. I co roku jest większa, w miarę, jak synkowie dorastają. Mąż najpierw przewraca oczami na widok naszego – mojego i dzieci – stosiku książek, a potem dopycha swój własny. A kiedyś, w wyjatkowo deszczowy trzytygodniowy urlop, jak zabrakło mi książek, musiałam się do biblioteki w Chmielnie zapisać! Biblioteka była fajna, na poddaszu, cała w drewnie… i kaucji nie chcieli z zawodowej solidarności…
Nie ma spania bez czytania, tak, tak. Aktualnie „Królowe. Sześć żon Henryka VIII”. Ten to miał zdrowie. I serce jak tramwaj. A opisywany przez Ciebie „Cień wiatru” podobał mi sie szaleńczo, czytałam dwa lata temu i żałowałam, że z każdą stroną jestem bliżej końca.
A Ty co teraz czytasz przed spaniem?
No bo jak tu na wakacje bez biblioteczki jechać? Fakt, że pokaźna część tej biblioteczki to mapy i przewodniki. Trzeba wiedzieć gdzie się jest i co tam można robić fajnego.
Wiesz co, żeby jechać na wakacje, aby się do biblioteki zapisywać, to tam naprawdę musiało nieźle padać.
Co do tych żon Henryka VIII to ja tylko znam utwór
Ricka Wakemana. A książki nie znam.
Cień wiatru, zgadzam się super się czytało. Kupiłem podobnego podobno Historyka, ale żona nie zmęczyła więc i ja nie próbuję na razie.
Teraz przed spaniem to czytam przewodniki o Grecji, bo tam lada moment się znajdę. A że mieli się oni czym pochwalić w dziedzinie architektury, sztuki, historii, literatury i poezji, to mam co czytać. I to na bardzo długo. I co mnie martwi nawet 10% nie zdążę tego przeczytać co bym chciał.
Ale nie martw się. O Górach Stołowych i Kotlinie Kłodzkiej to też jest co czytać więc i Tobie nie zabraknie :-)
Doszła nowa koncepcja wyjazdu w Stołowe. Mianowicie jednodniowa wycieczka do Czech, do Skalnego Miasta, w okolicy Teplic nad Metują. Byłeś? Poczytałam w internecie, pooglądałam zdjęcia i bezwarunkowo jedziemy. Skały dochodzą tam do 100 metrów wysokości a woda w Metuji ma – podobno – fantastyczny kolor. Trochę się obawiam, czy nie pobłądzimy w tych labiryntach, ale ufam zmysłowi orientacji męża i w opis szlaku w przewodniku czy na bilecie wstępu.
Tobie życzę dobrego urlopu. Chciałabym zobaczyć Grecję. Bardzo, bardzo kiedyś lubiłam mitologię grecką. Naciesz się słonkiem, owocami, rybami, winkiem, widokami, lenistwem i nicniemuszeniem.
No i poczytaj. Bo faktycznie życia człowiekowi braknie, żeby zdążył przeczytać to, co by chciał przeczytać. Im starsza jestem, tym bardziej to odczuwam. A wszelkie kombinacje przy przesuwaniu wieku emerytalnego odbierają mi resztki nadziei.
Teplice nad Metują odwiedź koniecznie. Ostatnio walczyłem z czasem jak mogłem, aby jeszcze tam zdążyć, ale się niestety nie udało. Nigdzie nie zabłądzisz, tam chodzi masę ludzi. Byłem tam z 2-3 razy i nie pożałujesz. Opcja pływania łódkami fajna, choć nie super rewelacyjna.
Nie pomiń także Broumowskich Ścian. A szczególnie czerwonego szlaku dochodzącego przez piękny kanion do schroniska Gwiazda/Hvezda, i prowadzącego dalej szczytową partią ścian.
Cudo. Nie pożałujesz.
No i brzuchy opite zdrojowymi wodami muszą powrócić, choć już tam niedawno kasy fiskalne przywędrowały i darmocha się skończyła.
Dzięki za życzenia! W Grecji nacieszę się czym tylko mogę i to za dwóch, tak aby niczego nie uronić. To nie będzie byczenie na plaży, tylko objazdówka 7+7, a więc wstawanie o świcie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie.
Udanych Wakacji i Smacznego Czeskiego Piwa. ;-)