Suk, czyli targ w Damaszku
Suk, czyli targ, to najważniejsze miejsce w każdym mieście. Suk w Damaszku jest wielki i jeszcze nieskomercjalizowany. To znaczy, kupują tam zwykli mieszkańcy towary codziennego użytku, w rozsądnych i nie zawyżanych kosmicznie cenach. Słynny suk w Istambule, to groteska, gdzie za byle co, sprzedawcy żądają dużych sum, nachalnie przy tym naganiając turystów (no ale jak komuś się wydaje, że Arabowie są nachalni, to niech odwiedzi jakieś skomercjalizowane targowisko w Pekinie, czy Szanghaju!).
Na targu w Damaszku widać, że głównymi towarami wschodu były od zawsze przyprawy.
Popularną pamiątką z Damaszku jest mydełko z oliwy z oliwek.
Tradycyjny wyrób drewnianych klapek do łaźni miejskiej.
Na targu, nie ma handlowania bez targowania.
Niewidomy sprzedawca papierosów, codziennie zagląda na suk wraz ze swoim towarem.
Wyrób i sprzedaż typowych pamiątek z Syrii, buteleczek z kolorowym piaskiem i wersetów Koranu.
Smakołyków w postaci migdałów i orzeszków, suk oferuje nieprawdopodobną ilość.
Suk trzeba regularnie wysprzątać.
Frywolne obrania muzułmańskich kobiet. Może z wierzchu ich ubiór wygląda w miarę podobnie, to podobno pod spodem, odbijają to sobie bardziej niż europejki.
Codzienny handel i załatwianie spraw.
A zmęczonych i wygłodzonych zakupami na damasceńskim suku zapraszam na falafel albo shawarmę! Smacznego!
Polub to!





no całkiem jak na łódzkim, Bałuckim rynku w targowy dzień ;))
W Salonikach na targu, też było wszystko i też pomimo ogromnej ilości turystów nie skomercjalizował się – to chyba zależy od miejsca i otoczenia – targ który żyje z mieszkańcami zawsze jest autentyczny, gdy robi się dostępny tylko dla turystów, wtedy staje się cepelią.
Kiedyś oprowadzałem turystów z Chin – chcieli poznać polską rzeczywistość dnia codziennego – jakiś cymbał polecił im informacje turystyczną i Cepelie na rynku!
zabrałem ich na plac targowy – nakupili za śmieszne pieniądze drewnianej galanterii i ozdób – byli zachwyceni.
Targ z Salonikach sobie odpuściłem i wybrałem uszczęśliwianie rodziny przeciąganiem ich przez kolejne muzea i kościelne zabytki, czego mi do dziś nie mogą wybaczyć ;) Czyli po prostu nie można świrować i do wszystkiego potrzebny jest umiar.
Te przyprawy najbardziej mnie zainteresowały i orzeszki.
no właśnie dla tych orzeszków, myślę warto wykupić bilet z LOT’cie i polecieć tam specjalnie znowu pokosztować :)