Shawarma i falafel

Myszkując po uliczkach Damaszku, można w końcu opaść z sił i przychodzi czas na jakąś orientalną przekąskę. Wybór jest tak ogromny, że chciałoby się zjeść co najmniej dziesięć różnych dań i deserów, aby wszystkiego choć ciut posmakować.

Shawarma (szałarma), to bliskowschodni odpowiednik znanego nam tureckiego doner kebab, czy greckiego gyros. Potrawa z mięsa przyrządzanego na obrotowym grillu, podana w chlebie pita.

Shawarma

Szałarma zwijana jest wraz z różnymi warzywami i oblana sosem. Jednym słowem, popularne, smaczne, szybkie i tanie danie.

Shawarma

Falafel, to smażone kulki ciecierzycy lub bobu z sezamem. Bardzo smaczne i szybkie w podaniu danie. No i „bezpieczne”, co w egzotycznych krajach, także ma znaczenie.

falafel

Ile te dania naprawdę kosztowały? Nie wiem. W Damaszku, są dla nas polaków bardzo tanie, choć byłem za krótko, aby wgłębiać się w syryjską walutę. Dla będących w przelocie, wszystko ma tutaj swoją osobną, wygodną cenę – ONE DOLAR.

Wolny stolik czeka. Zapraszamy :)
Shawarma

A po porcji shawarma lub falafela czas na herbatkę.
Syria herbata

Polub to!

Zobacz podobne tematy: , , ,


Lubię te zdjęcia i relacje, powiadamiaj mnie o nowych



Po wpisaniu maila, przepisz kod z obrazka, a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. W każdej chwili możesz się wypisać. Dowiedz się więcej.




Skomentowano 9 razy wpis: Shawarma i falafel
  1. W Damaszku nie byłam, ale w Egipcie stołowaliśmy się tam, gdzie Egipcjanie. Mimo to nie raz widzieliśmy, że biorą od nas więcej, niż wynosiła standardowa egipska cena. Aż w końcu raz nie potraktowano nas jak turystów i za falafela zapłaciłam… 1 funt egipski (50 groszy)… A był naprawdę przepyszny!

  2. Ja miałem podobnie z herbatą w Turcji i w Egipcie. Zawsze mnie ciekawiło ile ona normalnie kosztuje. Ceny były różne, dokładnie nie pamiętam, ale te turystyczne od 2zł, aż do … 10zł
    Ale raz zapłaciłem tyle co miejscowy, czyli 30 groszy :-)

  3. jedzenie razem z tubylcami to podróżnicze abecadło – w stołówkach turystycznych podają wyprane ze smaku, potrawy pseudomiejscowe przyrządzone tak by każdy mógł je zjeść bez odrzucenia … czyli nie smakują nikomu.

    a propos przepłacania…

    lata temu nad Bałtykiem. Z żona poszliśmy „na rybkę”, był to czas jeszcze bezdzietny, więc mieliśmy pełną swobodę działania. wybór padł na miejscowego rybaka, w ogródku którego smakowicie dymiła wędzarnia.

    Weszliśmy za ogrodzenie widząc grupkę osób czekającą na podanie rybek. Ze szprechania wychodziło iż to Niemcy, kiepsko znam ten język, ale kilka lat PRLowskich stosunków międzynarodowych z DDR (do którego jeździło się”na zachód”) zrobiło swoje i mniej więcej wiedziałem o co chodzi. Tubylec był jednak lepiej językowo przygotowany i nie potrzebował tłumacza. Niemcy chcieli kupić nieco ryb na kolację i pytali się czy mogą otrzymać zapakowane, na co rybak skrzętnie przystał. Zapłacili i oczekiwali aż żona Kaszuba przygotuje pakunki, więc podeszliśmy my i już chcemy zamawiać i płacić, gdy gospodarz zaczyna wydziwiać łamańce, nader niezwykle wykazując zainteresowanie procesem wędzenia i ogólnie wykonując tysiąc przedziwnych czynności.

    już mieliśmy sobie pójść, gdy żona rybaka wróciła z pakunkami i poszli sobie Niemcy, Wtedy zaczął mówić rybak:
    - „ja przepraszam bardzo, ale państwo za rybkę zapłacicie dwa złote od sztuki a Niemcy płacili po dwie marki, jak by się zorientowali to mogli by mieć do mnie żal”

  4. A ja w Turcji za wodę 0,3 jako Niemka zapłaciłam 2 euro, potem jako Polka – 1 euro, a jako Ukrainka – 50eurocentów :)
    A falafle najbardziej lubię w Toruniu na Szerokiej ;)

    Pozdrawiam

  5. Oj to o tym Toruniu będę pamiętał! :) a zakupy zawsze będę robił jako Ukrainiec ;) Z tymi Niemcami, to prawda. Wszyscy są przyzwyczajeni, że więcej pieniędzy zostawią.

  6. O rety, ale zazdroszczę znalezienia czasu na spróbowanie małego co nieco w tej damasceńskiej restauracyjce. !!

    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy…

  7. Ja nim zapłacę za coś u arabów to pytam miejscowych ile powinno kosztować. Potem wyciągam średnią, a potem jeszcze kupuje jak ktoś przede mną kupuje falafla. Dostaje go do łapy i płace – tyle co miejscowy. Wtedy jest wielki krzyk, że go oszukałem, ale po prostu odwracam się na pięcie i zajadam się falaflem. A jęczenie sprzedawcy puszczam mimo uszu i zapominam, że znam angielski w którym on chce się ze mną porozumieć.

  8. hehe, z tym płaceniem co poprzednik, to dobry sposób ;) Drą z nas ile wlezie. Taki los białasa. Mnie też zawsze ciekawiło co ile kosztuje, choćby podstawowa herbata. Płaciłem za nią od 30gr do 10zł! Oczywiście tą ostatnią stawkę, to wymuszają na nas biura podróży, zatrzymując autokar tam gdzie jest wszystko znacznie zawyżone. Na Sri Lance obiady w restauracjach polecanych przez biuro ZNACZNIE droższe niż w Polsce. A wystarczy przejść na drugą stronę ulicy i zjeść coś, np. samosy za 1zł :)

  9. świetnie! gratuluję koledze :) człowiek zawsze się czegoś nauczy na takich wyjazdach i może nawet podreperuje budżet jak się postara :)

Skomentuj wpis, wyraź swoją opinię, nie siedź cicho!