Hurghada

„Tęsknię do woni smażonych ryb. Tęsknię do smaku egipskiego wina, tęsknię do wody z Nilu z jej zapachem żyznego mułu. Tęsknię za poszumem papirusowej trzciny w wieczornym wietrze, za kielichem lotosu, rozwijającym się nad brzegiem rzeki, za barwnymi kolumnami i posągami, za obrazkowym pismem w świątyni i za wonią świętego kadzidła. Tak głupie jest moje serce”
– Egipcjanin Sinuhe – Miki Waltari

Po przylocie do Egiptu następuje od razu zderzenie z jakże innym od naszego arabskim światem. Na lotnisku w Hurghadzie obowiązkowe wykupienie wizy i kto nie wiedział, to już nie ma żadnych złudzeń, że w tym kraju reszty nie wydają. Nawet urzędy państwowe.

Hurghada. Hotel Triton Empire.
Hurgada Hotel Triton Empire

Transfer z lotniska do hotelu w Hurghada, to zawsze chwila, kiedy człowiek podekscytowany przeskoczeniem do innej kultury przyciska nos do szyby i ciekawy chłonie wszystko, co za oknem. To nie pierwsza nasza wizyta w krajach arabskich, wiec do widoku panującego wszędzie brudu, bałaganu i setek rozpoczętych i niedokończonych budowli jesteśmy już przyzwyczajeni.

Hurghada

Zameldowanie w hotelu o nieludzkiej porze – 5 rano. To także sprawdzian naszej czujności i próba wyłudzenia dodatkowych pieniędzy. Jako grupka sześcioosobowa z dziećmi trafiamy do tak zwanego apartamentu rodzinnego. Ze wspólną jedną łazienką, maciupeńkim telewizorkiem i starymi meblami. Dopiero trzeźwość żony, która przecież zamawiała trzy osobne pokoje z łazienkami i pełnym wyposażeniem, powiedziała nam że coś jest nie tak. Oczywiście w recepcji hotelu „problem, problem, no more rooms”. Sugestywne włożenie banknotu pięciodolarowego do paszportu rozjaśniło trochę umysł recepcjonisty. Spryciarz włożył jeszcze otrzymany banknot do jednego z paszportów próbując zasugerować, że problem dotyczy tylko jednego pokoju. No ale mój kamienny wyraz twarzy sprawił, że już przestał więcej kombinować i wydał nam klucze do trzech całkiem ładnych pokoików.

W Morzu Czerwonym zanurzam się o godzinie 16, kiedy już spada ryzyko spalenie sobie skóry i wychodzę z niego dopiero po 3 godzinach, tylko po to, aby nie przegapić zachodu słońca. Ogromna, czerwona tarcza zniża się na bezchmurnym, błękitnym nieboskłonie i chowa za najbliższym przylądkiem z palmami. A między nogami tuli się do mnie biało-brązowy egipski kot, z takimi regularnymi paskami na ogonie.

Do hotelu Triton Empire wracam odprowadzany wieczornymi, nastrojowymi modłami mezuina. Przypomina mi się podobny nastrój, ten sprzed dwóch lat w Pamukkale.

Hurghada

W hotelu i na ulicach istna inwazja Egipcjan, z których każdy coś chce tobie zaoferować lub wykonać dla ciebie jakąś usługę.

Oczywiście bezbłędnie odgadują twoją nacje i rozpoczynają pogawędki:
– Rucha mucha karalucha.
– Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny.
– Chrząszcz brzmi w trzcinie.
Jeden Egipcjanin coś się nie douczył i zawołał na mnie: Cześć lala, ładne masz nogi!

Hurghada, stare miasto, bazar

Ceny w sklepach w Hurghadzie niższe niż w Polsce. Tanie wycieczki dodatkowe dostępne w licznych biurach podróży. Z jednej strony mili i życzliwi ludzie, z drugiej natrętni sprzedawcy.

Co to restauracji, to każdemu radzę upewnić się najpierw, ile kosztuje zamawiana potrawa. Raz uśpiona została moja czujność i za kawę i herbatę wypitą w najbardziej podłym barze na ulicy przepłaciłem trzy razy.

I jeszcze jedna dziwna rzecz od razu rzuca się w oczy. Egipcjanie jeżdżą w nocy po ulicach bez świateł! Co najwyżej załączają światła pozycyjne lub jakieś śmiesznie wyglądające lampeczki. Już częściej mają tylne lampy niż przednie, tak jakby bardziej zależało im na tym, aby nikt im nie wjechał w tyłek, niż oni komuś.

W Egipcie samochody wyglądają tak jakby pojęcie przeglądu technicznego tutaj nie istniało. Za to klakson zawsze musi być sprawny. Używają go z taką samą lubością jak Turcy.

Palmy daktylowe

Z uwagi na wiszącą nad każdym „zemstą faraona”, na te dwa tygodnie staję się umiarkowanym alkoholikiem i zażartym kokakolowcem. Obiecuję sobie przy tym żarliwie, że przez pół roku nie wezmę Coca-Coli do ust.

Na panujące tutaj kłopoty żołądkowe nic nie poradzą nasze polskie specyfiki, najlepiej w najbliższej aptece kupić miejscowy Antinal.

Nawet jeżeli nie opłaciłeś sobie w Polsce wakacji all inclusive, to można na miejscu w hotelu wykupić tą opcję, na te wybrane dni, kiedy nie opuszczamy plaży i zrobić sobie All inclusive day.

Plaża hotelowa w Hurghadzie pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie była zbyt zapchana, za drobną opłatą dostępne były wygodne leżaki i materace, a w tle grała muzyka rockowa lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nawet delfiny podpływały pod samą plażę. Szok!

Pierwsze nurkowanie w Morzu Czerwonym przynosi dziwne uczucie – nie potrafię nazwać tego, co tam pod wodą żyje. Takich żyjątek u nas w Polsce nie ma i nie wiadomo co to jest.

Jednie co umiałem nazwać to jeżowce.
Jeżowce , hurghada

[Egipt wycieczka objazdowa 7+7, cześć 3]

Comments are closed.