Jemiołuszka na koniec zimy
Co za pech! Cała zima minęła, jemiołuszki wyjadały sobie w najlepsze nasze polskie smakołyki prosto z drzewa, a tu żadna nie napatoczyła mi się przed teleobiektyw. Aż tu nagle, zwiedzając w połowie kwietnia, w okolicach Cieszyna rezerwat Kopce, natrafiłem na ogromne stado. Ptaki latały pomiędzy drzewami, hałasowały straszliwie, zajadały owoce jemioły (jak to jemiołuszkom wypada) i siadały wprost na ziemi, napić się wody z kałuży. I w takim to ważnym momencie, kiedy miałem okazję podejść do nich naprawdę blisko i zrobić piękne zdjęcia, padły mi baterie w aparacie. No i koniec. Zostało tylko kilka dalekich i niedoskonałych technicznie ujęć.
Polub to!






Jemiołuszka to urocza modelka, może następnym razem szczęście dopisze. W każdym razie nie jesteś osamotniony w temacie braku energii. Kiedyś byliśmy z familią w „klimatycznym” poznańskim Starym Zoo, myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok, kiedy po wyjęciu aparatu okazało się, że baterii w ogóle nie ma w środku :)
ehhh, to rzeczywiście miałeś pecha. Całe szczęście, że te nasze pechy nie miały miejsca gdzieś na końcu świata, gdzie nie tak łatwo byłoby powtórzyć zdjęcia.
Zazdroszczę. Ja w tym roku nie widziałam jemiołuszek… :(
Z bateriami tak to zawsze bywa, prawa niejakiego Murphy’ego się kłaniają. ;)
Ale ja bym się z podobnego zdjęcia i tak cieszyła, gdyby mi się udało je zrobić. :)
Z jemiołuszkami, to tak już jest. Przylecą, narobią hałasu i już znowu ich nie ma ;)
Hello from New York. He is a cute one.