Kielce

No i niespodziewanie przyszło mi jechać do Kielc. Wyruszyłem w charakterze „obstawy” brata, który dopiero co zrobił prawo jazdy i udawał się w swoją pierwszą długą podróż. Szło mu całkiem dobrze, „kangurków” nie było za dużo, a wyprzedzenie pierwszego traktora podsumowaliśmy głośnym wiwatem :D

Przed Kroczycami majaczą na horyzoncie Góra Zborów i Zamek Morsko. Cóż, wiosna idzie, pewnikiem szybko w te strony trzeba zajrzeć. Jura Krakowsko-Częstochowska, to tak piękna kraina, że nie było chyba roku, abym tutaj nie przyjechał.

W drodze do Kielc przejeżdżaliśmy przez miejscowość Nagłowice, z której wywodzi się Mikołaj Rej z Nagłowic.

Oryginalny drewniany dworek uległ spaleniu, a w nowo wybudowanym urządzono izbę pamięci, poświęconą polskiemu poecie.

Nagłowice, dwór, Mikołaj Rej

Na czołowym miejscu widnieje napis, który każdy wyniósł ze szkolnej ławki: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie gęsi, iż swój język mają”.

Mikołaj Rej z Nagłowic

Mikołaj Rej

Następny postój, to Klasztor Cystersów w Jędrzejowie z XII wieku. Zamieszkiwał tu słynny polski kronikarz Wincenty Kadłubek, który drogę z Krakowa do Jędrzejowa przebył pieszo. No cóż, rowerów jeszcze nie znali ;-)

Jędrzejów, klasztor cystersów

Barokowe organy.

Jędrzejów, klasztor

Przepiękne muzeum zegarów podarowaliśmy sobie tym razem, bo naprawdę jest tam co oglądać i warto na to zarezerwować trochę czasu.

Z daleka już wypatrzyłem zamek w Chęcinach. Charakterystyczne ciemno-białe wieże, to wszystko co zostało po szwedzkim potopie. A w zamku tym, przecież więziono jeńców po bitwie pod Grunwaldem!

Chęciny, zamek

200 km minęło i już Kielce. Miasto bardzo szybko się rozwija. Prawie o centrum zahacza rezerwat przyrody nieożywionej Kadzielnia. Ten opuszczony kamieniołom przeistoczony w park krajobrazowy, stanowi największe skupisko jaskiń na Kielecczyźnie. Szkoda, że został tak dotkliwie zeszpecony amfiteatrem według projektu jakiegoś socjalistycznego „wyjadacza”.

Rezerwat Kadzielnia

W centrum Pałac Biskupi ominąłem, jakoś wolę Muzeum Młodzieńczych Lat Stefana Żeromskiego.

Kielce Pałac Biskupi

Wnętrze katedry.

Kielce katedra

Potem jeszcze spacer głównym deptakiem Kielc, szybki i smaczny obiad w barze Tempo i wizyta w Instytucie Fizyki Akademii Świętokrzyskiej.

teleskop Schmidta-Cassegraina

Trochę zabawy teleskopem. Co można nim zaobserwować i jakie zdjęcia nim wykonać, proszę zobaczyć np. na tej stronie http://www.damianpeach.com/barbados07.htm.

teleskop

Meteoryt Baszkówka, a właściwie jego gipsowy odlew przypomina kapelusz ogromnego grzyba. Jakoś tak inaczej spadał na ziemię, nie koziołkował jak większość, tylko leciał prosto jak człon załogowy statku Apollo i i jego powierzchnia natarcia jest wygładzona i jest jakby „polakierowana”.

meteoryt baszkówka

Tym razem oryginał największego meteorytu z Morasko pod Poznaniem.

Meteoryt Morasko

Przez chwile poczułem się jak bohater czytanej kilka razy książki Łowcy meteorów, Juliusza Verne.

Juliusz Verne Łowcy Meteorów

Planetarium. W końcu miałem okazję dokładnie obejrzeć całe urządzenie projekcyjne. Cała, zdawałoby się skomplikowana konstrukcja, w praktyce okazuję się być bardzo prosta, wręcz prymitywna jak na dzisiejsze czasy.

projektor planetarium

Obserwatorium astronomiczne. Pod metalową kopułą stoi tu nowy teleskop Schmidta-Cassegraina. Obok dużo mniejszy, do którego podłączamy ekran i wypatrujemy plam na słońcu.

Z górnego tarasu Instytutu Fizyki rozciąga się rozległy widok na całe Kielce. Miasto na wzgórzach, nasuwa się skojarzenie z Rzymem.

W domeczku przy herbatce odświeżałem sobie Synów Sancheza Chuck’a Mangione na kolumnach konstrukcji mojego brata. Prawie jak Sonus Faber :-)

kolumny głośnikowe samodzielnej roboty

No i wzmacniacz mocy niczego sobie.
Wzmacniacz mocy

[Gliwice 10.04.2006r.]