Wąwóz Królowej Jadwigi

Wąwóz Królowej Jadwigi ma kilka-kilkanaście metrów głębokości. Powstał ze skały lessowej w wyniku erozji wodnej. Jest o wiele głębszy niż podobny Wąwóz lessowy oglądany przeze mnie w okolicach Zwierzyńca.

Można swobodnie obserwować odsłonięte systemy korzeniowe poszczególnych drzew i krzewów.

Wąwóz lessowy Królowej jadwigi

No i to już koniec wycieczki na Roztocze.

Wracając z Sandomierza do Gliwic, widzę drogowskaz Ujazd. Odruchowo naciskam na hamulce, ale nie. Nie, nie. Może następnym razem. Już i tak ominąłem łukiem Czarnolas i wiele innych miejscowości. Nie da się zobaczyć wszystkiego na raz!

Przejeżdżając przez Pacanów (tam gdzie to kozy kują) , przeciąłem pod kątem prostym drogę, którą tydzień wcześniej jechałem z Tarnowa do Kielc, w Góry Świętokrzyskie. Pętla zakreślona w czasie i przestrzeni się zamknęła.

Polub to!

Zobacz podobne tematy: , ,


Lubię te zdjęcia i relacje, powiadamiaj mnie o nowych



Po wpisaniu maila, przepisz kod z obrazka, a następnie sprawdź skrzynkę i potwierdź Twoje zgłoszenie. W każdej chwili możesz się wypisać. Dowiedz się więcej.




Skomentowano 9 razy wpis: Wąwóz Królowej Jadwigi
  1. A ja wracając z Sandomierza zahaczyłam o Krzyżtopór. Robi wrażenie, mimo postępującego upadku. Taką chałupę wystawić, to trzeba mieć fantazję!
    A propos Twojej myśli przewodniej tego bloga „czasami lubię gdzieś wyskoczyć” – znasz jurę? Na pewno znasz. A co wiesz o dolinie Będkowskiej? Wybieram się tam w najbliższą sobotę, podobno mozna tam znaleźć wszystko, co dla jury właściwe. Bardzo już jestem ciekawa!

  2. Czyli jednak nacisnęłaś hamulec w odpowiednim momencie i zobaczyłaś tą ogromną „chałupę”. Fajnie :-)

    Co do Jury, to nie ma roku że tam nie byłem. Czasami raz, czasami z pięć razy. Kilka razy zaliczyłem obóz harcerski w Zdowie. Biwaki, rajdy, rower, zamki, jaskinie. Tylko niestety moje narty biegowe nie położyły tam swoich śladów.

    A Dolina Będkowska piękna jest, tak jak i wszystkie okoliczne dolinki, Kobylańska i Bolechowicka. Weź dobrą mapę lub przewodnik i dzień cały minie na spacerach i wdrapywaniu się na ostańce wapienne.

    No i nie zapomnij pochwalić się jak było!

  3. Jasne, że się zgłoszę po powrocie!
    Do Jury mamy blisko, bo my też Ślązacy, rzut beretem od Twoich Gliwic, żeby tylko się do soboty wypogodziło!
    W Twoich zapiskach odnalazłam Bramę Twardowskiego i źródełka… Jana, tak? dobrze mówię? Podobało mi się tam. Źródełka tak pociesznie bulgotały…Właziłeś na Bramę? Pewnie tak, skoro namawiasz mnie do wdrapywania się na ostańce.
    Przewodnik po Jurze mam, chęć na włóczenie się też, więc życzcie nam pogody na sobotę.

  4. Pewnie, że się wypogodzi! Przecież w góry jedziemy to musi być pogoda :-)

    Bramę wiedziałem i wlazłem albo na nią, albo na skałkę zaraz obok. Nie pamiętam dokładnie. Fajne to rejony, obok wspomniane przez Ciebie źródełka, zamek i w ogóle cała Dolina Wiercicy jest fajna.

    Powodzenia! Jura jest piękna i tylko trzeba teraz czasami coś dla siebie wyszperać, aby było i ładnie i ludzie nie zadeptali. Ale myślę, że się Wam to uda.

  5. Melduję się po powrocie z Jury!
    Więc – pojechaliśmy. W sobotę niebo, początkowo zachmurzone, wybrało się, zapakowaliśmy trochę jedzenia (obowiązkowo jajeczka na twardo!), przewodnik po Jurze, młodszy syn pamiętał nawet o lornetce (podgladał kołujące wysoko duże ptaki), i około południa wylądowaliśmy w Jerzmanowicach. Zaczęliśmy od Jaskini Nietoperzowej. To wielka grota, gdzie nietoperzy po dawnych latach pozostało niewiele, ale podobno ich liczba stale wzrasta. Podczas prac wykopaliskowych odnaleziono w niej masę zębów i kości przeróżnych zwierzaków, niedźwiedzi jaskiniowych, nosorożców włochatych… sama egzotyka. Po wyjściu z jaskini wypiliśmy kawę, zjedli wafelek (nie powiem, jaki, żeby nie uprawiać kryptoreklamy…) i poszliśmy. Cała dolina Będkowska ma około 8 km długości. Idzie się brzegiem lasów, albo zielonym tunelem. Kolejne zakręty odsłaniają kolejne ostańce.
    Po lewej stronie w pewnym miejscu, ni stąd, ni zowąd pojawia się potok Będkówka. Czysty, mknący po zielonych roslinkach.
    Na skałce o wdzięcznej nazwie Dupa Słonia młode chłopaki ćwiczyły wejścia i zejścia.
    Wodospad Szum szumiał.
    Kiedy drapaliśmy się pod górkę, żeby zobaczyć skałki położone wyżej, starszy syn zgubił okulary słoneczne. Jakby ktoś znalazł, niech się odezwie…
    Jedyną przykrość sprawiło mi święto – kogo? nie wiem – którego centralne obchody miały miejsce w okolicy Bramy Będkowskiej. Głośna, dudniąca muzyka, jakieś zawody sportowe, strzelanie z łuku, wyścig rowerami i lejące się strumieniami piwo. Od Bramy do końca doliny musieliśmy iść gęsiego, lewą stroną drogi, bo wciąż jeździli tam rowerzyści w/w wyścigu i samochody. Nieporozumienie. Zwłaszcza dla najmłodszych uczestników tego wyścigu, którym troskliwi rodzice kazali jechać za swoimi samochodami, pewnie po to, żeby im się pociechy nie zgubiły. Zgubić się nie zgubiły, ale jechać w smrodzie spalin to pewnie średnia przyjemność. Nawet, jeżeli się to odbywa na świeżym powietrzu.
    Za dwa tygodnie planujemy kolejną dolinkę. Może Kobylańską? Może Szklarki?
    Krakowskie dolinki fajne są.
    Dobrze, że tak blisko.
    Pozdrawiam wszystkich wędrujących.

  6. Meldunek z wycieczki przyjęty :-)

    Widać, nie zasypywaliście gruszek w popiele i słoneczna pogoda wykorzystana na max’a!.

    Nigdy nie byłem w Jaskini Nietoperzowej i pomału zaczyna mnie już to martwić. Trzeba nadrobić zaległości. Nie chciało mi sie po prostu czekać, aż do następnej pełnej godziny na wejście z przewodnikiem.

    Z tym, że na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej coraz trudniej doświadczyć ciszy i odosobnienia, to już trzeba się chyba pogodzić. Gdzie te „pionierskie” czasy, gdy w Hotelu Ostaniec koczowali wspinacze, można było maszerować wiele godzin nie natrafiwszy na żaden kilometrowy płot, każda polanka nie była zapchana grillującą rodzinką, a ruiny zamków czekały na swoich młodych zdobywców i odkrywców.

    Jeszcze raz dziękuję za ciekawą relację, pozdrawiam
    i życzę, aby kolejna wyprawa była jeszcze bardziej udana.
    Ciekawe na co teraz padnie. Dolina Kobylańska? Dolina Szklarki?
    Zobaczymy … :-)

  7. Jedna uwaga – w Jaskini Nietoperzowej nie trzeba czekać godziny na przewodnika. Nasza grupka liczyła dosłownie kilka osób i czekaliśmy tylko kilka minut. Tak, tak, czasy się zmieniają na naszych oczach, teraz wszyscy są frontem do klienta. Przewodnik był całkiem fajny, można było z nim podyskutować i pożartować.
    Tak więc Twój argument, Jacku, padł właśnie w tym momencie i nie pozostaje Ci nic innego jak spakować jajeczka na twardo i pomidory i ruszyć do Będkowskiej.
    Ciekawa rzecz, gdy spytaliśmy w Jerzmanowicach, czy tu jest początek, czy koniec doliny, odpowiedzieli, że początek, oczywiście! Pewnie na drugim końcu zapytany człowiek odpowiedziałby tak samo :)

  8. Ach, i jeszcze jedno. W domu Twoja strona otwiera mi się o wiele „bogaciej” niż w pracy i dopiero teraz widzę, jakie piękne zdjęcia robisz!
    Bez zapytania (prawa autorskie??) „pożyczyłam” sobie zdjęcie z Twojej strony, zdjęcie malutkich, poprzytulanych do siebie grzybków, purchawek, czy innych, i mam je na tapecie komputera w pracy.
    Ale myślę, że się nie gniewasz. Grzybki są super. Bardzo je lubię. Mogę je zatrzymać? Mogę, mogę, mogę?

  9. Nigdy, nigdy, ale to nigdy nie pakuję jajek na twardo jadąc w góry ;-)

    poza tym to taki leniwiec jestem, że jak mam gdziekolwiek czekać to wolą zrezygnować i iść dalej.

    Ale cóż, do Jaskini Nietoperzowej czas zajrzeć i muszę ten brak uzupełnić przy najbliższej okazji.

    Dziwne że ta Dolina Będkowska ma tylko początki, a nie ma końców, choć czasami to dobrze. Idąc długą tatrzańską doliną wydaje się, że ona nigdy się nie skończy, szczególnie jak już noc, a do ostatniego autobusu pozostało niewiele czasu.

    Widać, czas już, aby w pracy kupili Tobie nowy komputer!! Wspomnij o tym szefowi ;-)

    Dzięki za pochlebną opinię o zdjęciach i w ramach rewanżu wysyłam tobie te grzybki, purchaweczki, a może coś jeszcze w oryginalnych rozmiarach.

    pozdrawiam!

Skomentuj wpis, wyraź swoją opinię, nie siedź cicho!