Rysianka

[Beskid Żywiecki 20.08.2006]

gór mi mało i trzeba mi więcej,
żeby przetrwać od zimy do zimy,
ktoś mnie skazał na wieczną wędrówkę
po śladach, które sam zostawiłem…”

Słowa: Tom Borkowski
Muzyka: Wojciech Szymański
Wykonawca: „Dom o Zielonych Progach”

Hala Pawlusia - Rysianka

Plan na niedzielny wypad w Beskid Żywiecki ustaliłem następujący: Węgierka Górka – Abrahamów – Słowianka – Romanka – Rysianka – Lipowska – Redykalny Wierch – Hala Boracza – Prusów. Plan bardzo dobry, ale został szybko zweryfikowany przez moją żonę z prawie 30km do 18km. No cóż, postanowiliśmy ostatecznie zaparkować w Żabnicy i iść na Słowiankę, potem Rysianka i przez Halę Boraczą z powrotem do Żabnicy.

W Żabnicy trafiliśmy wprost na Mistrzostwa Polski Powiatów w Biegach Górskich i na start biegaczy na VI Bieg na Szczyt Rysianki na dystansie 6km. Mieliśmy to szczęście, że wyszliśmy po nich, bo nie rozdeptali nas po drodze niczym oddział kawalerii.

Bieg na szczyt Rysianki

Początkowy odcinek czarnego szlaku prowadzi ostro pod górę. W zasadzie podejście ciągnie się aż do Słowianki, a potem to już „tylko z górki”. Agnieszka jako kobieta top fitness & aerobic zasuwała ostro do przodu.

Słowianka okazała się serwować całkiem dobrą kawę, co należy niestety do rzadkości w schroniskach górskich.

Odtąd zaczął się etap pierwszy wycieczki, który nazwałem: inwazja jeżyn. Było ich całe mnóstwo i nie dało się przejść obojętnie obok krzaka. Ile tego dnia ich zjadłem, nie wiem, ale były to naprawdę pokaźne ilości.

jeżyny - mniam, mniam

Jarek zboczył na chwilę do lasu i wyszedł od razu z grzybami w ręce. Ja niestety na grzybiarza się nie nadaję, wszytko co zauważyłem to były same purchawki.

Hala Wieprzska

No i tak się zagadaliśmy, że coś poknociliśmy na skręcie czerwonego szlaku i zamiast dróżką, to poszliśmy jakąś ścieżką wydeptaną przez leśników. Wokół masakra, sterczą setki pieńków, pozostałości po usychającym lesie. Czy to susza, czy kornik powodują, że świerki padają jeden po drugim. Przyroda ginie, ale przez to góry stają się bardziej widokowe, podobnie jak Góry Izerskie, czy Karkonosze.

No i nasza ścieżka leśników zniknęła gdzieś sobie w lesie na stokach Romanki. Idziemy i idziemy na przełaj przez las, okrążając szczyt mniej więcej po warstwicy. Całe szczęście, że podszyt nie jest tutaj zbyt gęsty i nie trzeba się przedzierać przez krzaczory. Gdzieś po pół godzinie wreszcie „szlak nas trafił” i dotarliśmy do ścieżki znakowanej na czerwono.

Co jest stosunkowo rzadkie w Beskidach, gdzieniegdzie wychodzi na wierzch podłoże skalne i nawet jedno przejście jest ubezpieczane tutaj łańcuchem, co stanowi dodatkową atrakcję tego szklaku.

Czerwony szlak na Rysienkę

W pewnym momencie wyszliśmy z lasu na polanę i wydawało mi się, że doszedłem do Raju. Przepiękna hala, wszystko wokół kwitło, a do tego błękitne niebo z białymi obłokami. I jak ktoś mógł ją nazwać Hala Wieprzska ??? Chyba rozumu nie miał, albo dali mu rzeczywiście do pilnowania stado wieprzków.

Hala Wieprzska - szlak na Romanke

Hala Pawlusia także niczego sobie, fajnie wyglądały sterczące do góry przekwitłe łodygi barszczu. Na horyzoncie oczywiście Pilsko i Babia Góra. Od razu wracają wspomnienia wypraw rowerowych i pieszych. No i znowu pojawiają się plany następnych eskapad.

I tu zaczyna się drugi etap wycieczki: inwazja malin.

Jarek atakuje krzaki malin

Było ich na prawdę dużo. Takiego zatrzęsienia nie pamiętam aż od czasu wizyty na Hali Krupowej (a może to jest Hala Kucałowa, tam gdzie tak fajnie widać Tatry).

Objadaliśmy się ile wlezie, i nawet trochę więcej. Łakomstwa nie mogłem opanować w żaden sposób, a nawet biję się uczciwie w pierś, że zbytnio się nie starałem.

Fiona sama nie nauczyła się zrywać malin z krzaka, ale cała aż się oblizuje jak dostanie malinowy przysmak z robakiem.

Zadziwia mnie mała ilość napotkanych ludzi. Prawdę mówiąc dopiero przed Rysianką spotykamy ich trochę. Dziwne, bo to pełnia lata i do tego słoneczna niedziela, a Beskid Żywiecki jest po prostu cudowny.

Pilsko - Babia Góra

No i Rysianka. To jest to miejsce, gdzie uwielbiam siedzieć przy tych stołach, albo stać oparty o balustradę i patrzeć się na widoki. Babia Góra, Pilsko, Tatry Zachodnie gdzie byłem miesiąc temu, Tatry Niskie gdzie byłem przed tygodniem, Wielki Chocz, którego jeszcze nie zaliczyłem i cały czas mnie drażni na horyzoncie, Mała Fatra, gdzie pragnę jak najszybciej wrócić.

Specjalność tutejszej kuchni to Chłopskie Jadło, czyli placek ziemniaczany z gulaszem palce lizać. 16 zł za sztukę, ale warto.

Na kawę przenosimy się do schroniska na Hali Lipowskiej. Tutaj zagościły parasole Milka, a więc w miejsce kawy wypijam gorącą czekoladę okraszoną panoramą odległych Tatr.

No i znowu czas się kurczy i trzeba napierać. Zamiast widokowej trasy przez Redykalną Halę wybieramy równie ładną drogę zielonym szlakiem przez las na Halę Boraczą. Do Żabnicy schodzimy już o zmierzchu.

Jeszcze tylko jeden problem odwiecznych korków na trasie Żywiec – Bielsko Biała, widać nie do rozwiązania przez panujące tutaj ekipy rządzące i tuż przed jedenastą meldujemy się w domu. Pogoda dopisała, Beskid Żywiecki jest super !!!

Comments are closed.