Babia Góra – wycieczka klasowa 40-sto latków

„Tam, na wschód, w mgły tumanach Babia Góra stoi,
Błyszczący namiot śniegów jej ramiona stroi:
Przy niej góry uklękły, a ona nad niemi
Wyniosła – jak bohater nad synami ziemi.”
– Edmund Wasilewski 1849

Nikt nie przypuszczał, że rzucony na chybił trafił pomysł zaowocuje tak bardzo udana imprezą, bogatą w liczne wydarzenia.

Babia Góra

Na tak WIELKĄ okazję jak Wycieczka Klasowa Babia Góra wydawała się godnym celem i nie omyliliśmy się.

Przyjazd

Zgodnie z wstępnie opracowanym planem działania zajechaliśmy do Zawoji. Na miejscowym targu kupiłem oscypki, zasiedliśmy na ławeczce i rozpoczęliśmy ucztę. Wypatrzyłem nadjeżdżającego Matiza Kasi, wyszedłem na środek drogi aby jej pomachać, a ta nieboraczka, prawie mi po butach przejechała, a i tak nas nie zobaczyła.

Potem nadjechał Darek, wesoło nam pokiwał, więc ruszyliśmy za nim na miejsce spotkania.

Zbiórka była w tej samej knajpie, w której zakończyła się wyprawa na Babią Górę dwa miesiące wcześniej.

Przywitania, buzi,buzi, tak jak w dobrej, kochającej się rodzince.

A kto tam nie przyjechał! Frekwencja była fenomenalna !!!

Była Agnieszka z Markiem i z drugim Markiem sobowtórem, którym udało się jednak jakoś urwać od zawodowych obowiązków.
Był Darek z Maćkiem, który godnie idzie w ślady swojego taty.
Była Danka z Grzegorzem, który załapał po matce bakcyla górskiego włóczęgostwa.
Była Kasia z Krzysiem, zawsze chętna aby się gdzieś ruszyć.
Byłem także i ja z Beatą, która doskonale wrosła w naszą klasę, Maćkiem i Tomkiem.
Bożena meldowała, że się spóźni wracając z jakiejś zakopiańskiej konferencji.
Mirek jechał od strony Krakowa, oderwawszy się z trudem od przesympatycznego Jasia i nie mniej sympatycznej Asi.
Czekając na resztę towarzystwa wyluzowaliśmy się jednym kufelkiem piwa.

Zaparkowaliśmy u sprawdzonego górala tuż przed wejściem do Babiogórskiego Parku Narodowego. Zalaliśmy wprost jego posesję samochodami. Przewidujący Darek wyciągnął z bagażnika motywator w postaci butelki Żywca, aby góral bardziej się starał pilnując nasze pojazdy.

Ubraliśmy się jak trzeba i w drogę!

Babiogórki Park Narodowy przywitał nas ładną słoneczną pogodą. Jesień zawiała już w te strony malując stoki pastelowymi barwami. Dość strome podejście od razu zmoczyło nasze czoła kropelkami i strumykami potu.

Markowe Szczawiny

Młodzież dawała sobie dzielnie radę. Nawet najmłodsi dźwigali plecaki ze swoim ekwipunkiem.

Markowe Szczawiny

Szlak był na szczęście na tyle krótki, że nikt nie zaczął ubolewać nad wyborem tej, a nie innej trasy i znaleźliśmy się na polanie Markowe Szczawiny.

W schronisku już czekały na nas zarezerwowane dwa ośmioosobowe pokoje. I choć miałem dużo wątpliwości, czy stateczne już towarzystwo nie będzie wolało dwójek lub trójek, to jednak okazało się że wszyscy byli zadowoleni, że będziemy spać razem i nacieszymy się naszym towarzystwem.

Markowe Szczawiny
Pojawiły się pierwsze alkoholowe dylematy.

I oto nadchodzą dwaj spóźnialscy: Bożena z Mirkiem. Jak ich zobaczyliśmy razem zbliżających się do schroniska to wydawało się, że nagle czas cofnął się o 20 lat do tyłu.

wycieczka klasowa

Zjedliśmy co nieco, pokrzepili piwem i ruszyliśmy od razu na spotkanie przygody na szlaku. Żółty szlak Perć Akademików jest na tyle różnorodny, że każdy szybko zapomniał o domowych troskach i z zachwytem parł do przodu. Pogoda nam sprzyjała. Czyste niebo, cieplutko i świecące słońce tworzyło piękną jesienną aurę.

Perć Akademików

Jak to super jest tak wędrować z osobami, z którymi przebywało się non-stop 20 lat temu. To tak jakby George Wells nadjechał nagle ze swoim wehikułem czasu.

Babia Góra

Szczyt Babiej Góry (1725 m n.p.m.) przywitał nas rozległą panoramą. Widoczność była doskonała. Na południu mur Tatr zajmował znaczną część horyzontu. Tatry Bielskie, Jagnięcy, Wysoka, Rysy, Tatry Zachodnie od razu kojarzyły się z naszymi górskimi zmaganiami.

Niespiesznym krokiem wróciliśmy przez Przełęcz Brona, żywo rozmawiając i cykając sobie na wzajem mnóstwo fotek.

Noc przy ognisku

W schronisku dokonaliśmy koniecznych zakupów, gromadząc zapasy na najbliższą noc.

I tu Mirek okazał daleko wzroczną przezorność. Mało tego! Okazał się prawdziwym wizjonerem! A jego dokonania należy powielać w przyszłości. Otóż zakupił od razu cztery spawki puszek z piwem, a nie po jednej tak jak my. Co za przezorność, ale w tym momencie pomyślałem raczej „A kto to wypije?” I już widziałem Mirka znoszącego na dół puszki piwa w plecaku.

Nocne ognisko obok Babiej Góry było głównym punktem programu. Kolektywnie nazbieraliśmy całą masę opału z powalonego na środku szlaku drzewa. Wyjęliśmy kiełbaski, odkapslowaliśmy butelki i zaczęliśmy śpiewać tak jak kto umiał.

Ognisko - Markowe Szczawiny

Mirek ponownie zabłysnął tak jak w dawnych, szkolnych latach całym swoim talentem gitarowym. I choć jego repertuar sprowadzał się tylko do jednego utworu, ale za to do jakiego!

„Przeleć mnie w kosodrzewinie, przeleć mnie
ach jak ja to lubię przeleć mnie w kosodrzewinie
w kosodrzewinie przeleć mnie jeszcze raz”

I przecież nasze komórki mają dyktafony, a aparaty nagrywają filmiki, więc dlaczego nikt nie nagrał tego szlagieru, to naprawdę trudno zgadnąć. Żądam replay’u !!!!

Wziąłem obu Maćków, ubraliśmy czołówki i poszliśmy w las. Coś po 200 metrach kompletnej głuszy i czerni chłopcy stwierdzili, że może jednak nie i zawrócili. Ruszyłem więc dalej samemu przed siebie górnym płajem, wprost na Osuwisko nasłuchując ewentualnego pomrukiwania niedźwiedzicy. Ciemno wszędzie, cisza, zapach lasu, po prostu bajka!

„Noc czarów. I zaklęte rozwiały się wrota
Świetlanej snów krainy, tęsknot i zachwytu –
I coraz jaśniej wkoło łuna bladozłota
Kładzie się na gór szczyty i na strop błękitu.”
– Ludwik Szczepański 1897

Z daleka pobrzękiwała gitara Grzegorza, naszego barda, który nie dość że umiał coś zagrać na tych sześciu strunach, to jeszcze miał na tyle bogaty repertuar, że mogliśmy się drzeć całą noc.

Przy ognisku towarzyszył nam Bogdan, pracownik schroniska, gawędząc i opowiadając rozmaite historie związane z Babią Górą, Parkiem i schroniskiem na Markowych Szczawinach. Oj, super się słuchało tych wszystkich opowieści, wziętych prosto z życia, a nie z jakiegoś przewodnika.

Nieźle już podchmieleni zaczęliśmy wydzwaniać do tych co nie mogli nam towarzyszyć i musieli zostać w domu. Oczywiście nie
mogliśmy zapomnieć i o tym komu dane było przez trzy lata się z nami użerać, o naszym nauczycielu Sławku Romanowskim.

W środku nocy dołączyli do nas nowi goście, czteroosobowa grupa idąca od strony Przełęczy Lipnickiej. Darek wykorzystał od razu swój zmysł handlowca wymieniając kiełbaski do pieczenia, na piwo, którego zaczęliśmy już odczuwać niedomiar.

Na szczęście zapobiegliwie zabrał z sobą również szampan, krupniczek i cygara, a więc pojawiły się krążące w koło butelki i „fajka” pokoju.

Oj ciepła to była noc, co niektórzy porozbierali się do samych krótkich rękawków grzani z zewnątrz ogniskiem, a od środka wodą ognistą. Dopiero w domu odkryłem zdziwiony, że ktoś robił zdjęcia moim aparatem!

Babia Góra nocą

Po co poszliśmy właściwie spać, to tego nie wie nikt. O czwartej planowaliśmy wymarsz na Babią Górę, aby przeżyć ten osławiony wschód słońca, a była już trzecia. Kto był chętny na ranne wstawanie nastawił sobie budzik w komórce i zapadł w sen.

O czwartej usłyszałem najpierw czyjeś ciche piknięcie, potem odezwał się mój telefon łagodnym tematem Luka Skywalkera z Gwiezdnych Wojen, a POTEMMMM!!! To co stało się potem to naprawdę nie da się opisać, to trzeba przeżyć samemu. W środku nocy, w ciszy schroniska zagubionego gdzieś w lasach na stokach Babiej Góry rozległ się dźwięk komórki Mirka. Ale JAKI to był dźwięk! Coś równie debilastego, upierdliwego aż do bólu i przeszywającego na wskroś rozespaną świadomość ciężko sobie wyobrazić. A ona dzwoniła i dzwoniła i dzwoniła. Myśmy już o mało się wszyscy nie posikali ze śmiechu, a ona dzwoniła i dzwoniła dalej. A Mirek … spał sobie w najlepsze.

W końcu opanowaliśmy salwy śmiechu i kto miał siły i ochotę założył sobie na głowę czołówki (zwane przez Darka nosówkami) i weszliśmy w ciemny las. Szybko doszliśmy na Przełęcz Brona gdzie już widać było na horyzoncie pierwsze oznaki budzącego się dnia.

Przełęcz Brona

Wrażenia z nocnego marszu są trudne do opisania dla takiego gryzipiórka jak ja. Tu nawet i taki Adaś Mickiewicz razem ze swoim słynnym trzynasto-zgłoskowcem miałby poważne problemy.

Babia Góra pomału zapełniała się ludźmi czekającymi na wschód. Niektózi przeczekali na Diablaku całą noc. Ktoś rozbił sobie namiot. Pełny luzik.

Wchód słońca wynurzającego się zza horyzontu i rozświetlającego mur Tatr, a w dole gęste mgły nad Orawą, to trzeba zobaczyć i przeżyć samemu!

Babia Góra

A tak na marginesie, to zdjęcie Kasi siedzącej na kamieniach i obserwującej wschód słońca zostało wykorzystane potem przez Mirka w montowanym przez niego filmie i rozeszło się w oszałamiającym nakładzie 100 000 egzemplarzy! No cóż, niektózi z nas stali się bardzo sławni, a ja dzięki tej sławie zarobiłem pierwsze w mym życiu 50 złotych polskich za sprzedaż zdjęcia dla prasy. Oto zawodowy fotograf się ze mnie zrobił i już! National Geographic już puka do moich drzwi!

Babia Góra - Gówniak

Pięknie się schodziło z Babiej Góry. Poprzez Gówniak, na Sokolicę i dalej ścieżką zwaną Perć Przyrodników. Kto kocha las i przyrodę, ten wie o czym mówię.

Preć Przyrodników

No i tak dotarliśmy na Markowe Szczawiny wprost na koniec śniadania naszych śpioszków.

I tu wszyło na jaw dlaczego Agnieszka miała poprzedniego dnia takie kłopoty wdrapać się do schroniska. Czego to ona w tym swoim plecaku nie miała! Serwetę, serwetki, zastawę, cukiernicę, masę smakołyków i solidny słoik smalcu. Szczególnie ten ostatni specjał wzbudził moje najwyższe zainteresowanie i uznanie. Nie, że ze mnie jakiś żarłok, skądże znowu, ale lepiej chowajcie przede mną wszystko co macie.

Pomarudziliśmy trochę przed schroniskiem, bo nikomu się nie chciało w taki piękny dzień kończyć już całej wycieczki, a potem za radą Bogdana zeszliśmy czarnym szlakiem do Zawoji. Trasa ta jest dużo bardziej atrakcyjna od szlaku zielonego i każdemu z całego serca ją polecam. Szliśmy pięknym bukowym lasem brodząc nogami w żółtych, opadłych już liściach.

Pożegnanie

Wycieczkę zakończyliśmy tam gdzie sie rozpoczęła, czyli w pensjonacie Jawor.

Odbył się przy tym mały konkurs. Zadanie poległo na odgadnięciu czyje to nogi są widoczne na zdjęciu z wycieczkowego plakatu. No i rzecz niesamowita, ani ich posiadaczka, ani nikt pozostały nie umiał odgadnąć zagadki. Ostatecznie zwycięzcą został Grzegorz. Ciekawe, ciekawe gdzie to ten chłopak się wcześniej gapił???

Babia Góra - wycieczka klasowa

No i cóż, rozstaliśmy się w super nastrojach, zadowoleni z pracowicie spędzonego weekendu i umawiając na przyszłą wiosnę.

Dziękuję Wam z całego serca ze te piękne chwile, życzę każdemu aby miał taką super klasę !!!

[Babia Góra 8.10.2005r.]

Comments are closed.