Rudy Raciborskie, czyli nieustraszeni pogromcy białego puchu

Po kilku udanych narciarskich wypadach w okoliczne lasy pojawiła się myśl: „koniec z samotnym torowaniem! Trzeba się umówić w większym gronie!”.
Szybki post na forum www.biegowki.pl i już się znaleźli piersi chętni do wspólnej zabawy.

Plan był prosty. Pokręcić się po lasach na odcinku Rudy RaciborskieSierakowice, tak aby zrobić przynajmniej 25km. Jak się zrobi tyle po trasie nie przygotowanej, to Bieg Piastów na dystansie 50km będzie całkiem realny. :-)

Narty biegowe

Dojazd z Gliwic do Rud jest prosty, z pewnym wyjątkiem, o którym nikt nie wiedział: brakowało po drodze jednego mostu. Wynik był taki,że połowa ekipy znalazła się po jego jednej stronie, a druga po drugiej. Tak więc nie pozostało nic innego jak przypiąć narty i podjechać na nogach.

Spotkanie z Anią i Renką odbyło się pod knajpą w „metropolii” o nazwie Brantołka. Od razu wyszło na jaw, że znamy się z zeszłorocznych TUR-ów. Dziewczyny wyciągnęły swój full profi sprzęt i się trochę przeraziłem, że zaraz znikną mi z oczu i tyle je widziałem.

Zaraz znaleźliśmy pierwszy ślad i wjechaliśmy nim do lasu. Po 2 km nasi poprzednicy zrobili coś jakby pętle tramwajową i zawrócili. Wróciliśmy z powrotem do głównej drogi.

Wybraliśmy następną szeroką boczną ścieżkę. Wiła się najpierw pośród lasu ocalałego z pożaru, a potem już tylko poprzez młodnik.

ślad narciarski

Warunki do jazdy określiłbym jako bardzo dobre. Na płaskiej, odśnieżonej nawierzchni znajdowała się 1-2 cm warstwa świeżego puchu. Można było jechać po tym klasykiem bez zbędnego zapadania się lub łyżwą.

Smarowanie nart

Świeży śnieg zaczął się trochę lepić do nart Danki, ale była na to przygotowana. Od razu parafina poszła w ruch. Tylko Ania zapomniała zabrać korek do wygładzania i zostawiła go wraz z butelką wina w bagażniku. :D

Czasu mieliśmy dosyć, a więc zdecydowaliśmy się na wybór dłuższego wariantu, tak aby sobie pojeździć i zobaczyć jeszcze kaplicę. W lasach między Sierakowicami, a Tworogiem Małym, wśród lasów ocalałych z pożaru stoi XVIII-wieczna kapliczka pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. Ciekawa budowla otwarta, w zasadzie sam dach na palisadzie, ołtarz, chór, zakrystia bez dachu – no bo kto tam będzie księdza podglądał.

Kto musiał to dosmarował narty, zjedliśmy po kanapce (te podejrzane, dwukolorowe Danki nie cieszyły się zbytnim powodzeniem), opróżniliśmy termos. Czekałem kiedy nasze panie powyjmują w końcu po pół blachy ciasta każda, no ale się … nie doczekałem. Cóż, widać tu pewne braki organizacyjne, ale myślę, że są one jeszcze w przyszłości do naprawienia. ;-)

Rozpoczęliśmy powrót z tego najdalej położonego od naszych aut miejsca. Trochę klasykiem, trochę łyżwując jechaliśmy trasą letniej dydaktycznej ścieżki rowerowej.

Zaczął coraz bardziej intensywnie padać śnieg. Zima w pełni. I w przeciwieństwie do okrzyków, które słyszymy często od innych na co dzień, przywitaliśmy ją radośnie.

Rudy Raciborskie - narty biegowe

Zaczęły się fajne górki, podbiegi i zjazdy. Oj, ale mieliśmy radochę, cóż za odmiana po gliwickich równinach.

I w takich to radosnych nastrojach dojechaliśmy do punku wyjścia, do knajpki „Under den Linden” – Pod lipami. A tam ciepły kominek, herbatka, piwko i kiełbaski. Wspominaliśmy miło całą trasę, obgadaliśmy niektórych forumowiczów i wznieśli toast za powodzenie następnej wyprawy. Podliczyliśmy dystans całej pętelki – 26km, a więc plan wykonany.

Rudy Raciborskie

Z żalem rozstawaliśmy się. Jeszcze tylko 2km podbiegu do pozostawionego gdzieś przed „mostem” auta i szczęśliwy powrót do domu.

I jak tu nie kochać biegówek…

Comments are closed.